Wlasnie wrocilismy z dwudniowego wypadu do Malezji zorganizowanego przez szkole. Jestem ogolnie zmeczony, bo przez ostatnie pare dni (od wtorku - dzisiaj jest niedziela - piec wieczorow pod rzad) codziennie gdzies wychodzilismy i moje sily zyciowe sa na wyczerpaniu; na szczescie poniedzialek i wtorek do 15 sa wolne, takze powinnienem dojsc do siebie, niemniej jednak z gory przepraszam, jezeli moja obecna kondycja odbije sie negatywnie na jakosci tego tekstu. Ale sprobuje opowiedziec Wam wszystko teraz, kiedy wrazenia sa jeszcze swieze, zeby nie pominac niczego.
No wiec pojechalismy do wioski rybackiej do Malezji. Jak spojrzycie na mape, to zrozumiecie, ze wypad do Malezji to nie jest jakas wielka wyprawa - do granicy jedzie sie 20 minut :). Potem wglab Malezji jechalismy jeszcze jakies 2h. Droge przespalem (wyjazd byl o 8.45am, a my z imprezy wrocilismy kolo 4), takze nic ciekawego nie widzialem - moze oprocz przepieknych, zapierajacych dech w piersiach lasow palmowych - widzialem pare razy w zyciu palmy, ale nigdy nie widzialem lasow palmowych - cos przepieknego. Niestety widzialem je tylko przez szybe, a kiedy dotarlismy na miejsce, po palmach nie bylo juz sladu, takze nie mam zdjec - ale jestem pewien, ze jeszcze nieraz bedzie okazja, zeby Wam to pokazac. Zanim jednak moglem zasnac, musielismy przekroczyc granice, a z tym nie bylo tak latwo. Singapur ma bardzo szczelne granice (pod koniec tego wpisu bedzie Wam troche latwiej zrozumiec, dlaczego), i zeby je przekroczyc trzeba miec przy sobie pare dokumentow, potwierdzajacych Twoj pobyt, etc, etc. W sumie to chyba nie jest nic nadzwyczajnego, wiekszosc panstw pewnie wymaga czegos podobnego, ale w Singapurze po prostu czuje sie wzmozona kontrole - np kazda osoba jest przeswietlana z odleglosc paru metrow takim smiesznym urzadzeniem (again - nie mozna robic zdjec, takze opis bedzie musial wystarczyc), ktore sprawdza temperature ciala - ochrona przed np. ptasia grypa - jestes chory-> zatrzymuja Cie i badaja. Przy czym cale to badanie nie zabiera Ci ani sekundy, po prostu celuja w Ciebie takim niby-pistoletem i na ekranie maja wszystkie potrzebne informacje, a Ty po prostu idziesz dalej (albo i nie :D). Ale niewazne. No wiec, zeby wyjechac z Singapuru, potrzebny jest paszport, Student's Pass i Student's Visa. No wiec na 40 uczestnikow wyjazdu wszyscy przeszli przez ta procedure bez problemu. Wszyscy oprocz trzech osob: Karola, Andrei i Gregorego :D. Takze jak organizatorka zapytala sie, kto zna te trzy osoby, ktore zostaly zatrzymane, caly autobus pokazal palcem na mnie :). Ale wszyscy sie juz znamy i nastroje byly dobre, takze ogolnie nikt nie mial nikomu niczego za zle i po polgodzinnej przerwie pojechalismy dalej.
Singapur i Malezje laczy dlugi most i kiedy sie go przejezdza, wrazenie jest dosc niesamowite, bo z jednej strony widzisz wielkie miasto, drapacze chmur majacza gdzies na horyzoncie
, wszystko nowe, ladne i blyszczace, a z drugiej strony jak okiem siegnac rozciaga sie las. Las i nic wiecej. No wiec zaraz po tym, jak zobaczylem ten las, zasnalem i obudzilem sie dopiero na miejscu, takze tyle wrazen z podrozy.
Kiedy dotarlismy na miejsce, nie mielismy zielonego pojecia, czego sie spodziewac. Wycieczka miala byc ogolnie do rybackiej wsi i tyle tylko wiedzielismy. Hmm, co tu duzo mowic - ten krotki opis okazal sie w zupelnosci wystarczajacy - po prostu rybacka wies. Na tyle jednak inna od tego, co przychodzi Ci na mysl, kiedy myslisz "rybacka wies", ze warto przyjrzec sie fotkom i przeczytac opis do konca. Zbudowana w wiekszosci na wodzie, na palach. Zdjecia prawdopodobnie oddadza to lepiej niz slowa:

takie domki, jeden przy drugim
i nic poza tym.

200 m dalej

i jeszcze jeden
pierwsza rzecz, ktora rzuca sie w oczy, szczegolnie po pobycie w Singapurze, to wszechobecny brud. Jezeli jeszcze tego nie zauwazyliscie, spojrzcie, co zyje w blocie pomiedzy tymi domkami:

takie cos

takie cos

i takie cos :-)
Oprocz tych zyjatek, ktorych sa tam setki, jezeli nie tysiace, jest tam pelno roznego rodzaju smieci. Kiedy przychodzi przyplyw, bloto znika pod woda - poziom oceanu podnosi sie o jakies 2-3 metry w przeciagu paru godzin - pierwszy raz widzialem taki prawdziwy przyplyw i zrobilo to na mnie wielkie wrazenie, jak rzucilem okiem na bloto, a tu nie ma blota, tylko ocean. Woda ma kolor blotnisty, jest totalnie nieprzezroczysta - wlasciwie to bardziej plynne bloto niz woda - i strasznie smierdzi. Nie przeszkadza to jednak lokalnym zazywac orzezwiajacych kapieli.


Ja osobiscie nie moglem uwierzyc wlasnym oczom, no ale w Malezji trzeba byc open-minded - jest znacznie bardziej egzotyczna niz Singapur - wlasciwie, to nie mozna w ogole ich porownywac, totalnie dwa rozne swiaty, tym bardziej niesamowite, ze dzieli je taka mala odleglosc. Inne egzotyczne obrazki:

Tu mily pan przygotowuje nam lokalny przysmak, banana maczanego w jakims slodkim nektarze jakiegos kwiatu (angielski lokalnych nie jest za dobry) i smazone w jakims innym slodkim czyms

wyglada mniej wiecej tak - pycha!

malezyjscy robotnicy w drodze do pracy

wygladaja groznie, ale te miny to tylko stan przejsciowy miedzy znudzeniem a usmiechem i machaniem do obiektywu

szeroki wybor DVD w cenie 4zl sztuka*
*ale ciezko je potem wwiezc do Singapuru

zdjecie Osamy bin Ladena w towarzystwie innych terrorystow na ladzie sklepu z papierosami :)

ksiazkowy wrecz przyklad dywersyfikacji produkcji - pod jednym dachem sklep, restauracja i domowa wytwornia butow :)

buty :)

Marlboro tansze od LM, czyli potega podatkow
Przygoda kulinarna Jurka - raz sie zyje - przedstawiona w 3 krokach:

1

2

3

these guys can drink - Patty z Irlandii i Mario z Canady

Patrick Flannagan - z jakiego moze byc kraju? :D
HINT: flaga
cya! :)