J&K away

Monday, January 02, 2006

2pm - good morning

znalezlismy mieszkanie, mieszkamy z Adrea (Milano) i Gregory (Paris).

Mieszkanie mamy bardzo ladne, 110m, 3 sypialnie, nawet ladnie umeblowane, 3 lazienki (ale jedna azjatycka czyt. z dziura w podlodze, czyli tak naprawde 2), wielki basen na dole (to nie jest zadna ekstrawagancja, wszystkie mieszkania tutaj maja baseny), ogolnie jest pieknie. Jeszcze tam nie mieszkamy, bedziemy sie wprowadzac jakos jutro, pojutrze. Na razie jestesmy ostatnimi z moze 100 studentow, ktorzy ciagle mieszkaja w Sleepy Sam's.

Jutro zaczyna sie szkola, trzeba wybrac przedmioty, ustawic plan etc. Ogolnie nastawienie wszystkich exchange students jest podobne, tj. albo pon-wt, albo czw-pt wolne i przemioty z zaliczeniem za obecnosci i aktywnosc bez final exam, tak, zeby mozna bylo robic travelling swobodnie. Takze bede musial zrezygnowac z chinskiego. Zartowalem mamo :) W kazdym razie od jutra jestesmy studentami, czyli chyba bedziemy musieli wstawac troche wczesniej niz 2.30 pm (o, Andrea jeszcze spi ;) ).

Wczoraj nasz agent od mieszkania, ktory chyba uwielbia spedzac czas z ludzmi z innych krajow, pokazal nam pare fajnych rzeczy. Port w Singapurze jest niezly np. Ogromny, jechalismy autostrada wzdloz niego jakies 10 minut i wszedzie olbrzymie maszyny, gory kontenerow etc. Drugi najwiekszy port na swiecie, po rotterdamie, jezeli dobrze pamietam z geogragii z liceum, w kazdym razie robi wrazenie. Poszlismy tez na kolacje do Little India, indyjskiej dzielnicy. W singapurze jest okolo 200-300 tys indyjskich imigrantow, w znakomitej wiekszosci niewykwalifikowanych robotnikow fizycznych, ktorzy normalnie mieszkaja w hostelach przy budowach, czyli sa rozsiani po calym singapurze i tylko w niedziele maja okazje sie spotkac i wszyscy przyjezdaja do little india. cos niesamowitego, nie bylem w Indiach, ale mysle, ze to wyglada wlasnie tak jak little india. kiedy wysiedlismy z samochodu (4 europejczykow i azjata), ogolnie bylismy jedynymi nie-hindusami w promieniu, hmm, nie wiem ilu - wystarczajaco duzo, zeby poczuc sie lekko przytloczeni. Hindusow bylo tylu, ilu -nie wiem- kibicow na jakims meczu, i byli WSZEDZIE i wszyscy sie tak patrzyli jakos tak, hmm, kurcze, nie wiem, ale nam sie wydawalo, ze maja nam za zle, ze w ogole tam sie pojawilismy, i bylo tak brudno wszedzie i w ogole, ale dzielnie weszlismy do srodka do restauracji i jedzenie bylo nawet bardzo dobre - podawane nie na talerzu, tylko na metalowej tacce i lisciu bananowca - taki egzotyczny akcent, jakbysmy przypadkiem zapomnieli, gdzie jestesmy :). Takze ogolnie wieczor byl super jako przezycie, ale lekko przerazajace i przytlaczajace i nie wiem, czy czulbym sie komfortowo w Indiach po tym, co widzialem wczoraj. Ale, jak to mowi moja mama, nie nalezy formulowac opinii tak szybko, takze to jest tylko niewiazace pierwsze wrazenie :)

Tak z ciekawostek to np.
- do metra nie mozna wchodzic z napojami, pilnuja na bramkach normalnie,
- podatek od importowanych samochodow to 200% wartosci
- samochody z czerwonymi tablicami, tzw off-peak cars, moga poruszac sie tylko od 19 do 7 rano
- a kolo naszego hostelu ciezko jest kupic piwo, bo zaraz obok jest wielki meczet, z ktorego codziennie 5 razy slychac te ich glosne spiewy (moj ulubiony to ten o 5.30 rano)
- Andrea ciagle spi :))

ciao! :)

Gregory z pieniedzmi na mieszkanie













Andrea - our italian bitch













to specjalnie dla Was Adam & Tomek ;))