Długa historia. Zacznę od początku i postaram się nie ominąć żadnych szczegółów.
Na Bali polecieliśmy w szóstkę - Alek, Agata z Maćkiem, Piotrek, Karol i ja. Po kolei parę słów o każdym.
Alka już znasz, mój przyjaciel, opisany i obfotografowany w poprzednim odcinku. Z Alkiem mamy na koncie wspólną podróż do Chin dwa lata temu, a teraz mamy na tyle szczęścia, że udało nam się spotkać w Azji po raz kolejny. Jak zwykle bawiliśmy się świetnie i w tym miejscu pozdrowienia dla Alusia - zajebiście, że udało Ci się przyjechać :).

Alek :)

Alek wersja zamyślony romantyk. Siedzieliśmy wtedy w restauracji na plaży, kilkadziesiąt metrów od której parę miesięcy temu wybuchła bomba. Wtedy jeszcze o tym nie wiedzieliśmy.
Agata z Maćkiem
Agata studiuje u nas w szkole na drugim roku BBA, a Maciek jest już absolwentem i prywatnym przedsiębiorcą. Są dość oryginalną parą, bo Maciek, przy odrobinie uporu i braku wyobraźni (ale w Wielkiej Brytanii był taki przypadek, także to jest możliwe) mógłby być ojcem Agaty - różnica wieku 10 lat - Agata 21, Maciek 31. Też podróżują sporo, Maciek przez pół roku pracował kiedyś w Singapurze, także miasto znał bardzo dobrze, Agata w Azji była po raz pierwszy. Agata jest przesympatyczną dziewyną, a zarazem oficjalną twarzą naszej uczeni (zasłużenie, jeżeli mogę dodać), także można powiedzieć, że spędziliśmy wakacje z przyszłą gwiazdą :) Odnośnie Maćka, otóż nie lubi latać, boi się tego i był to dla niego wielki problem, bo podróżuje sporo, także lekarz przepisał mu cudowny preparat o nazwie xanax. Z czego to się składa, nie wiem i pewnie nie wie nikt poza producentem, ale od czasu, kiedy zaczął stosować xanax, Maciek miał pewne niezwykłe podniebne przygody. Teoretycznie xanax działa tak, że nie boisz się niczego i po prostu zasypiasz. Praktyka Maćka pokazuje jednak pewne skutki uboczne, o których producent niekoniecznie informuje dużą czcionką. Otóż po xanaxie, owszem, nie boisz się i z reguły idziesz spać, ale zanim zaśniesz, to możesz doświadczyć całego szeregu przeróżnych doznań, np. Maćkowi zdarzyło się już wstawać w samolocie kołującym nad Warszawą i krzyczeć "To jest mój dom, tam mieszkam, patrz, patrz, Marszałkowska, tam w lewo, hyp!, potem w prawo... w prawo... tam mieszkam!!! MÓJ DOM!!!!" albo czekać na odbiór walizki i nie móc jej sięgnąć trzy okrążenia taśmy pod rząd - jesteś tak ogłupiony, że widzisz, jak Twoja walizka się do Ciebie zbliża, wyciągasz rękę, ale zanim ręka sięgnie taśmy, to walizka jest już daleko, a Ty jedyne, co zdążysz sobie pomyśleć, to "nieeee zdąąąąąążęęęęę jeeeej sięęęęęgnąąąąąć: :). Także jak ktoś z Was boi się latać, a z drugiej strony nie boi się latać :DD, to polecam xanax. :D

Maciek

Agata. Balijskie słońce, zlekceważone, nie ma litości nawet dla Twarzy Koźmińskiego :)
Piotrek
Piotrek - hmmm. Z Piotrkiem to ja nie wiem, co zrobić. Piotrek się wymyka schematom. Ciekawy przypadek. Można sobie na Piotrka popatrzeć tutaj http://w8.grono.net/users/36482/detail/ albo na zdjęciach zamieszczonych poniżej. Piotrek jest zapalonym i zdeklarowanym podróżnikiem, jeździ gdzieś, kiedy tylko może, to był dla niego już czwarty raz w Azji (dla Alka trzeci, także idą prawie łeb w łeb), a jego przewodnim hasłem życiowym jest "Zbieraj punkty". Piotrek zaraził nas wszystkich nawykiem zakładania sobie wszędzie kart członkowskich, stałego klienta, priority club, frequent flier, miles&more itp itd. Sam już za mile nabite w trakcie wszystkich jego podróży może za darmo polecieć do Brazylii (i z powrotem, żeby nie było), także ma na poparcie swoich racji niezbite dowody. Oprócz zakładania kart członkowskich Piotruś lubi wykorzystywać wszystkie nadające się okazje do A) uzyskania czegoś ponadprogramowego, B) wywalczenia czegoś drogą reklamacji, C) załatwienia czegoś po promocyjnej cenie oraz D) urozmaicania czasu sobie i osobom w swoim bezpośrednim (a czasami i dalszym) otoczeniu. Np. podczas pobytu w dobrym hotelu w Indiach Piotr postanowił wywalczyć jakieś dodatkowe punkty od InterContinentala, więc wpełzł na kolanach z aparatem za umywalkę w zębach, po czym zrobił zdjęcia miejsca tak z tyłu umywalki, zaraz przy ścianie, którego żaden turysta nie miał najmiejszego prawa zobaczyć, bo było absolutnie niedostępne dla normalnych gości, a które to miejsce miało na sobie trochę obdrapanej farby, zrobił jeszcze fotki innych minimalnych usterek, które przy odpowiednim zoomie i kącie sprawiały wrażenie niewybaczalnych w pięciogwiazdkowym hotelu, po czym wysłał InterContinentalowi długi list, w którym wyraził swoje szczere oburzenie, że jak to, proszę pana, ja się wybieram z dziewczyną do Indii, żeby uczcić naszą rocznicę (oczywiście możecie domyśleć się, ile w tym prawdy), a tutaj takie coś, farba, dziury, no ja nie wiem, ja jestem stałym klientem Waszej sieci, a tu nagle sprawiliście, że chciałem przenieść się do konkurencji i że w InterContinentalu czułem się gorzej niż w hostelu jakimś, proszę pana. No i dostał, skubany, ileś tam tych punktów Priority Club (
bo InterContinental należy do klubu PriorityClub, czyli za spędzenie w nim nocy dostaje się określoną liczbę punktów, które potem można przeliczyć na mile w którymś z lotniczych aliansów, lepiej brać punkty i dopiero potem konwertować na mile, bo wtedy konwertują Ci też różne ekstrasy, a jakbyś od razu wziął na mile, to wyszłoby Ci mniej, poza tym w InterContinentalu to jest tak, że, niezależnie od tego, ile nocy zostajesz, dostajesz 1500 punktów, a w Four Seasons dostajesz punkty za każdą noc w hotelu plus to, co wydałeś też możesz zamienić na punkty, które potem zamieniasz na mile. A czasami, jak jest promocja, to opłaca się wybrać inny hotel, bo liczą punkty podwójnie, a ostatnio nawet Hyatt przyznawał potrójne mile, chociaż to też nie do końca jest tak, bo np. jak sobie wyrobisz kartę członkowską we Francji, to dostajesz zawsze 100% punktów i 100% mil, a z innych krajów czasami dają Ci 50 albo 25%, musisz zobaczyć w Terms and Conditions, jak aplikujesz o kartę. A jak dostajesz 100% mil to wiadomo, że szybciej dostaniesz srebrny status, a srebrny status umożliwia Ci np instant-check-in, czyli nie musisz czekać, aż znajdą dla Ciebie pokój, tylko od razu wchodzisz i gotowe, ale żeby utrzymać ten status, to musisz mieć, zależnie od aliansu, od 15,000 do 25,000 rokrocznie albo 40 lotów, inaczej przepada i zaczynasz od początku). Na pewno pomyliłem tu mnóstwo faktów, chodzi o istotę. Generalnie Piotrek jest głośnym chłopcem i raczej nie można się w jego towarzystwie nie dowiedzieć wszystkiego o najlepszych, najtańszych i najwygodniejszych formach podróżowania. I chwała mu za to.

pamiętajcie dzieci - cokolwiek się stanie, ZBIERAJCIE PUNKTY
No i ja z Karolem do tego wszystkiego. Taką to właśnie Fantastyczną Szóstką wyruszyliśmy na podbój Bali. Piotrek (no bo kto) wyszperał gdzieś jakąś niereklamowaną promocję w InterContinentalu, także spaliśmy w naprawdę fantastycznym hotelu (płaciliśmy 25% normalnej ceny, bo, po pierwsze, poza sezonem, po drugie, bomby, także wszystkie ceny poszły w dół, no i po trzecie, promocja), także koniec końców za pobyt w przepięknym, pięciogwiazdkowym hotelu płaciliśmy jak za normalny trzygwiazdkowy. A hotel... Mhmmm.. Najpiękniejszy hotel, w jakim kiedykolwiek postawiłem swoją stopę. Stopy. Obie. Nie jestem jakimś wielkim, luksusowym podróżnikiem i nie rozbijam się zwyczajowo po high-endowych miejscówkach, także wielkiego porównania nie miałem, ale mimo to to, co zobaczyłem w hotelu, pozbawiło mnie oddechu na dłuższą chwilę. Przepiękne wnętrza, zapierające dech w piersiach widok, wszechogarniająca atmosfera luksusu w tropikach - coś, o czym naprawdę możnaby napisać poemat. Ja pokażę Wam zdjęcia :)

Nasz hotel w tropikach


To ten gong, w który się uderzało, żeby przyszli boye. Na zdjęciu uderza Karol.

Lobby


Widok wewnątrz hotelu

Muszla z czarnym piaskiem, która stała przy windach

Tereny zielone pomiędzy budynkami hotelu. Przechadzały się tam, ku uciesze gości, m.in. czarne łabędzie i wielkie jaszczury (miały pewnie z metr długości z ogonem, także porównywalne do tych, które żyją w naszym mieszkaniu)

jeden z siedmiu czy ośmiu basenów. Po lewej domek z wielkimi materacami, na których można byłoby spędzić połowę życia. Po prawej barek, do którego jedyna droga prowadziła przez basen i przy którym można byłoby spędzić drugą połowę. W tle ocean.

Wspomniany barek

Transport drinków z baru na materace

Ostatnie stanowisko przed oceanem.

A tu już plaża, ocean i zachód kapryśnego, balijskiego słońca.

Mini "Kapliczka" na plaży. Hotel oferował organizację ślubów. Podczas naszego krótkiego pobytu widzieliśmy dwa albo trzy. Komercyjne, ale oryginalne i romantyczne.

Życie na Bali bywa jeszcze bardziej stresujące niż to w Singapurze.

Czy życzą sobie Pańswo skosztować sushi?

A i owszem, dziękuje. A nabije mi to jakieś punkty?


Polska wycieczka pod przewodnictwem Piotra idzie uprawiać basening.

Altanka. Gdyby komuś zależało na prywatności, może zaciągnąć zasłony, wyciągnąc ulubioną książkę i odpłynąć.

Fontanna z kwieciem przy uszach

Alek chillout

Hotel nocą

The world is mine by Alek Mrozek

YMCA w basenie, tylko zapomnieliśmy, że na zdjęciu będzie odwrotnie, także ACMY :)

Fotograf rzucił hasło KROKODYLE :D

A tu z kolei było hasło JESTEM ZŁY I CIĘ DOPADNĘ

Jedzenie było dziełem sztuki - wyglądało jak dzieło sztuki, smakowało jak dzieło sztuki i kosztowało jak dzieło sztuki ;/

Podczas gdy inni rozkoszowali się wyspą, ja wypatrywałem nadchodzącego tsunami. Życie.

Nie chcesz zadzierać z tymi ludźmi.

Śniadanie. Zaczyna się kolejny szary dzień LOL

friends

zahibernujcie mnie i odmroźcie, kiedy na świecie nie będzie wojen i chorób!

kwiatek w ręczniku :)

Alek w oddali

Ja chłonący atmosferę miejsca
Tak właśnie wyglądał nasz hotel, dlatego nie siliłem się nawet na opisy, bo i tak nie oddałyby nawet części tego, co widać na zdjęciach.
0 Comments:
Post a Comment
<< Home