J&K away

Wednesday, January 11, 2006

Bogactwo fauny w tropikach, czyli nasi nielegalni wspollokatorzy

taki tylko szybki update,

Ostatni wpis skonczyl sie tym, ze Karol otworzyl szafe, a z szafy wyskoczyla jaszczurka. Coz, wtedy nas to zaskoczylo (Wlasciwie zaskoczylo to bardzo delikatny opis tego, co sie stalo, kiedy zobaczylismy jaszczurke :D. Kiedy probowalismy ja namierzyc - glownie dlatego, ze, majac do wyboru cale mieszkanie, wleciala akurat do naszego pokoju - schylilem sie, zeby zobaczyc, czy nie ma jej pod lozkiem i wlasnie wtedy katem oka zobaczylem jakis ruch - cos czarnego pelzlo po podlodze ((moja twarz byla wtedy blisko podlogi, bo sie schylalem - zaraz zobaczycie, ze to ma znaczenie :) )). Podskoczylem jak dziki, myslac, ze za sekunde jaszczurka zacznie sie po mnie wdrapywac - cholera wie, czy to nie jadowite czy cos - i opadlem na podloge. Wtedy zobaczylem, ze to czarne cos to byla faktycznie przerosnieta mrowka - takze NIE MOZNA powiedziec, ze wyskakujaca z szafy jaszczurka nie wplynela na nasza wrazliwosc psychiczna :D). Ale potem wrocili Greg i Andrea (Grzegorz i Andrzej od dzisiaj) i powiedzieli, ze jaszczurki to no big deal, ze w ich krajach jest ich pelno, nikomu nie robia krzywdy i nie ma sie czym przejmowac.

Takze dwa dni pozniej, kiedy, wchodzac do lazienki, zobaczylem spieprzajaca jaszczure (no dobra, jaszczureczke, przy jaszczurze nie bylbym takim bohaterem), wrocilem spokojnie do pokoju po aparat i zrobilem jej mala sesje. Flesz dzialal na nia lekko stymulujaco, ale mimo to udalo mi sie uchwycic ja w kadrze. Oto i ona :)



















Jaszczurki sa wiec pierwsza nielegalna grupa naszych wspollokatorow. Nie najliczniejsza - ta pozostaja bez watpienia mrowki, ktore panosza sie po calym mieszkaniu w ilosciach hurtowych - ale z pewnoscia najbardziej egzotyczna. Mrowki to ja mam w swojej kuchni w domu (france laza zawsze tam, gdzie stoja soki i miod), a jaszczurki? Prosze pana, pelna egzotyka! Jedna nzawalismy Lisa, inne czekaja na chrzciny.

Wczoraj odwiedzil nas tez pan karaluch. Ale to byl chyba capo di tutti capi karaluchowych, bo, przysiegam, wiekszego skurczybyka jeszcze nie widzialem (moze to byc spowodowane tym, ze byl to pierwszy karaluch, jakiego kiedykolwiek spotkalem, ale w ogole robali tych rozmiarow nie widuje zbyt czesto). To byly dopiero jaja. Karol mowi, ze prawie poplakal sie ze smiechu, jak dwa chlopy (ja i Greg) zblizyli sie do karalucha ze szklanka (z humanitarnym zamiarem odizolowania go od otoczenia, a potem pozbycia sie (("bezsmiertnego" :D)) ) - karaluch, kiedy zorientowal sie, ze w jego kierunku zmierza wielkie szklane naczynie i wszystko wskazuje na to, ze zaraz odetnie go od swiata, zdecydowanie przyspieszyl i ruszyl w jedynym kierunku, ktory stwarzal realne szanse na ratunek - w naszym (w momencie podejmowania decyzji karaluch znajdowal sie w rogu pokoju). No wiec Karol mowi, ze jak zobaczyl (oczywiscie nie ma racji, nie tak to wygladalo), jak dwoch doroslych (badz co badz) facetow z przerazeniem w oczach krzyczy i w panice zeskakuje karaluchowi z drogi, to prawie spadl z kanapy ze smiechu. A trzeba mi dodac, ze, dziwnym zbiegiem okolicznosci, siedzial na tej kanapie z podwinietymi nogami :DD

No wiec cala akcja przeciwko karaluchowi, kryptonim "Burza w szklance wody", zostala zilustrowana i przebiegala jak nastepuje:









Wstepne rozpoznanie przeciwnika












Karaluch, zwany dalej "K", wybral strategiczny przyczolek do ekspansji na reszte terytorium wroga













zoom na K - tu mozemy podziwiac zadziwiajaco dlugie czolki, pelniace funkcje rozpoznawczo - odstraszajace







Niestety, akcja wlasciwa, tj. faza, ktora my nazywamy "szklany atak" nie zostala uwieczniona - pewnie dlatego, ze dwojka zolnierzy otaczala wroga w rogu pokoju, a trzeci siedzial na kanapie (z podwinietymi nogami) i sie smial. Anyway, efekt ostateczny, niestety dosc niewyrazny na zdjeciu, stanowi niezaprzeczalny dowod wyzszosci naszego humanitaryzmu, doswiadczenia, sprytu i profesjonalnego wyposazenia nad instynktem karalucha. Prosze spojrzec na to:






Tam siedzi!!!!!!



W szklance!!!!!! :DDDD






Potem historia konczy sie szybko i bezbolesnie - karaluch zostal zrzucony (razem ze szklanka i z gazeta) do szybu ze smieciami. Najprawdopodobniej nie zaryzykuje ponownej wspinaczki i inwazji na nasz teren :D


takze Singapur ma swoje plusy i minuty - panstwo Gucwinscy byliby pewnie zachwyceni, nam pozostaje obojetnosc (nabyta) z lekka doza niepokoju i wzmozonym uzyciem galek ocznych do monitorowania dolnych partii naszego apartamentu. :)

ciao

4 Comments:

  • Gwoli wyjaśnienia (bo przypuszczam, ze wlasnie ich miales na mysli): Państwo GUCWINSCY:)a w ramach komentarza: nie chcialbys wiedziec, co lazi po Indiach:D swoja droga - szczurow jeszcze nie spotkaliscie? Buzka:)

    By Anonymous Anonymous, at 12:34 AM  

  • nie zaden anonymous, tylko to bylam ja - Aga:)

    By Anonymous Anonymous, at 12:36 AM  

  • Jerzy oglądałeś king konga?obczaj tam robactwo i dziekuj Bogu ze to tylko niegrozna jaszczurka, która nie zadzwiw żadnego globetrottera! :D

    By Anonymous Anonymous, at 1:27 AM  

  • no tak, tak, chodzilo mi o Gucwinskich :D

    ale bottom line zostaje takie samo :P

    By Blogger J&K, at 3:57 AM  

Post a Comment

<< Home